Archiwum

Przedstawiamy Państwu wersję naszego ostatniego stanowiska dot. reformy prawa autorskiego w wersji do komentowania licząc na yuwagi, komentarze i krytykę…

 1. Dlaczego?

23 lutego ICM UW oraz Centrum Cyfrowe sformułowały wspólnie 5 postulatów dotyczących kierunku zmian prawa autorskiego. Obie organizacje od dawna działają na rzecz jego reformy jako instytucjonalni partnerzy Creative Commons Polska.

Jesteśmy przekonani, że tylko szerokie poparcie dla reformy prawa autorskiego stworzy warunki realnej zmiany. Wiemy, że wiele osób i środowisk dostrzega konieczność zmodernizowania prawa autorskiego, a rozmowy na ten temat toczą się m.in. na licznych blogach i listach dyskusyjnych.

Zapraszamy Państwa – do współpracy nad wspólnym stanowiskiem dotyczącym kształtu reformy prawa autorskiego, gdzie dotychczasowy dokument chcielibyśmy traktować jedynie jako punkt wyjścia do dalszej pracy. To próba zogniskowania dyskusji oraz wzmocnienia jej bezpośredniej produktywności. Wierzymy w sens i zalety otwartej współpracy, dlatego jesteśmy przekonani, że takie podejście będzie bardziej owocne niż tradycyjna formuła zbierania podpisów pod gotowym dokumentem.

Wierzymy, że dzięki otwartej współpracy strony społecznej nad postulatami:

- Postulaty będą pełniej i precyzyjniej opisywać społeczne oczekiwania wobec reformy prawa autorskiego

- Dokument zyska większą rangę, a wspólny głos znaczącej ilości ludzi i środowisk będzie trudniejszy do zlekceważenia przez decydentów.

- Zademonstrujemy trwałą determinację i wysoki poziom samoorganizacji społecznej wokół istotnej kwestii.

- Damy przykład otwartej współpracy, której oczekiwalibyśmy również ze strony państwa

- Udowodnimy, że społeczeństwo może być dojrzałym partnerem w dyskusji z państwem działając również poza tradycyjnymi formami reprezentacji (związki zawodowe, stronnictwa polityczne, czy wybrane organizacje pozarządowe)

2. Jak?

Poniższe stanowisko to dokument ramowy wskazujący kierunek zmian, które uważamy za konieczne i kluczowe kwestie prawne, które potrzebują regulacji. Chcielibyśmy, aby to co powstanie w wyniku jego konsultacji zachowało taki charakter.

Zapraszamy do komentowania wstępu, poszczególnych postulatów oraz całości dokumentu.

Przez dwa tygodnie będziemy zbierać komentarze, po czym dokonamy ponownej redakcji dokumentu, tak aby możliwie najlepiej uwzględniał zamieszczone uwagi i propozycje (obecna wersja dokumentu wraz z komentarzami pozostanie dostępna w sieci do wglądu). Samo aktywne komentowanie nie oznacza jeszcze poparcia finalnego stanowiska.

Po upływie tego czasu zwrócimy się z kolei do stronnictw politycznych zasiadających w parlamencie, ministerstw zaangażowanych w prace nad ACTA oraz organizacji zabierających głos w debacie wokół ACTA i prawa autorskiego z prośbą o wyrażenie swego stanowiska wobec konkretnych postulatów oraz całości dokumentu na tej stronie internetowej.

3. Po co?

Mamy świadomość ograniczeń zawartych w naszej propozycji. Komentowanie tekstu powinno być tylko jednym ze sposobów pracy nad dokumentem a nie jedynym. Również proces ponownej redakcji dokumentu jest ze swej natury działaniem arbitralnym. Biorąc jednak pod uwagę wskazane wyżej cele przedsięwzięcia, zapewniamy, że dołożymy starań, aby ostateczna wersja dokumentu możliwie najpełniej czerpała ze wspólnego wkładu.

Wydarzenia ostatnich tygodni sprawiają, że to jest dobry moment na podjęcie pracy nad reformą prawa autorskiego, która dostosowywała by je do realiów współczesnego społeczeństwa. Wspólne i konstruktywne stanowisko strony społecznej ma szansę być skutecznym sposobem mobilizacji decydentów do poważnego potraktowania tej kwestii.

Wersja stanowiska z możliwością komentowania dostępna jest tutaj.

Zapis debaty, która odbyła się w redakcji dziennika „Rzeczpospolita”. Brała w niej udział Helena Rymar, która powiedziała m.in. że mamy jeszcze wielu pośredników, wielkie koncerny medialne, korporacje. To ich interesy przeszkadzają dogadać się użytkownikowi z twórcą. Pośrednicy przetwarzają utwory i dystrybuują je dalej, sprzedają, komercjalizują. Z tego czerpią zyski. Nie czerpie ich zaś użytkownik, który potrzebuje utworu po to, żeby zapoznać się z kulturą, żeby brać udział w kulturze, czy żeby kulturę tworzyć.

1. Jak skutecznie prowadzić konsultacje społeczne online? Odpowiedź na to pytanie można znaleźć w Online Consultation Guide Book. Przewodnik dostępny jest także w formacie PDF.

2. Komisja Europejska ogłosiła kolejną edycję konkursu na „lokalnych mistrzów integracji cyfrowej”. Do konkursu mogą być zgłaszane projekty, dzięki którym wykluczeni cyfrowo zachęcani są do wejścia w świat cyfrowy, promowane są dobre praktyki, a także działania, w których wykorzystuje się nowoczesne technologie w walce z wkluczeniem społecznym.

3. Europeana przygotowała animację tłumaczącą, czym są „zlinkowane otwarte dane” (linked open data):

Linked Open Data from europeana on Vimeo.

4. Zachęcamy do zapoznania się z książką „Open Government Data”. Na razie dostępna jest w wersji wstępnej, ale kolejne rozdziały i uzupełnienia publikowane są na bieżąco.

5. Tunezja uruchomiła swoją pierwszą platformę do publikacji danych publicznych, której towarzyszy informacyjna strona internetowa, opisująca rozwój idei otwartych danych w Tunezji. Na platformie mają być także umieszczane przykłady ponownego wykorzystania publikowanych zbiorów danych.

6. W ramach rozwijania swojego portalu do publikacji danych (projekt realizowane we współpracy z Bankiem Światowym), Mołdawia przygotowała wizualizację budżetu. Dostępne dane obejmują lata 2005-2010, a aplikacja umożliwia porównania różnych typów wydatków, na różnych poziomach administracji.

 

Centrum Cyfrowe Projekt: Polska razem z Interdyscyplinarnym Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego przygotowały wspólne stanowisko z założeniami reformy systemu prawa autorskiego.

Priorytetem rządu powinna być obecnie systemowa reforma prawa autorskiego, postulowana od wielu lat przez organizacje pozarządowe. Jej podstawą powinna być umowa społeczna, zakładająca sprawiedliwe uwzględnienie interesów wszystkich stron, a przede wszystkim twórców i użytkowników. Taka umowa społeczna wymagać będzie przede wszystkim odejścia od jednostronnego poszerzania ochrony i nadmiernego obostrzania prawa autorskiego sankcjami cywilnymi i karnymi. Zamiast tego należy uznać prawo autorskie za narzędzie, które wykorzystywane w zrównoważony sposób może służyć interesowi publicznemu.

Wiele kluczowych zmian można przeprowadzić już na poziomie prawa krajowego, działając w ramach określonych przez prawo europejskie i międzynarodowe. Są to także zmiany w żaden sposób nie naruszające interesów uprawnionych, zwiększające wręcz ich swobodę a jednocześnie swobody użytkowników. Niewątpliwie jednak, w wielu przypadkach obecne regulacje przyznają ochronę nadmierną, niepotrzebną lub zagrażającą interesowi publicznemu. Dlatego też, przedstawiamy ponadto postulaty zmierzające do wyznaczenia nowego punktu równowagi pomiędzy interesami prywatnymi wszystkich zainteresowanych stron a interesem publicznym. Niekiedy będzie to wymagało zmiany przepisów międzynarodowych. Ale nie jest to przeszkodą nie do pokonania, zwłaszcza gdy polski rząd dołączy do głosu tych krajów europejskich (Wielka Brytania, Holandia), w których już głośno mówi się o potrzebie takiej reformy.

Proponujemy zmiany w następujących obszarach:

  • Ochrona domeny publicznej
  • Zwiększenie swobody twórcy
  • Poszerzanie domeny publicznej o zasoby publiczne
  • Poszerzenie zakresu dozwolonego użytku
  • Złagodzenie rygoryzmu praw autorskich

Zapraszamy do zapoznania się z pełną treścią naszego stanowiska (PDF), które zostało również opublikowane na stronie ICM.

Na fali dyskusji post-ACTA o konieczności reformy prawa autorskiego PSL przedstawiło swoją propozycję zmian. Projekt noweli prawa autorskiego trafił do Sejmu 17 lutego 2012 (jest dostępny na stronach Sejmu). PSL proponuje zmianę jednego przepisu ustawy dotyczącego dozwolonego użytku osobistego.

Obecnie przepisy o dozwolonym użytku osobistym stanowią, że można korzystać z rozpowszechnionego egzemplarza utworu w zakresie własnego użytku osobistego, który obejmuje dzielenie się egzemplarzem z osobami pozostającymi w stosunku osobistym (tj. rodzinnym) oraz w „stosunku towarzyskim”.

Projekt zmian przedstawiony przez PSL precyzuje co należy rozumieć przez „stosunek towarzyski” w dobie Internetu. Otóż, według projektodawców: „stosunek towarzyski może być bezpośredni lub pośredni, istniejący pomiędzy osobami w ramach ich kontaktów przy użyciu środków komunikacji elektronicznej, w tym Internetu”.  Kłopot z tą zmianą jest taki, że ona w gruncie rzeczy niewiele zmienia. Fakt, że znajomi pozostają ze sobą w stosunku towarzyskim także online – na przykład poprzez serwisy społecznościowe – jest od dawna oczywisty nie tylko dla użytkowników Internetu, ale też dla większości prawników. Nie stanowi większych kontrowersji to, że udostępnienie pliku znajomym na przykład na Facebooku jest dozwolonym użytkiem osobistym (a więc jest legalne) na gruncie obecnego prawa.

Ograniczając zakres reformy dozwolonego użytku osobistego do tej jednej zmiany, projekt tylko komplikuje obecny stan prawny. Wprowadzenie słowa ”Internet” do ustawy nie niweluje niepewności korzystania z plików w sieci. Niepewność ta wywołana jest bowiem nie przez nieobecność terminów „komunikacja elektroniczna” i „Internet”, ale przez obecność w ustawie takich warunków legalności osobistego użytku prywatnego jak warunek zgodności osobistego użytku z „normalnym korzystaniem z utworu” oraz „słusznym interesem twórcy”. Niepewność co do wpływu sieciowej wymiany treści na te dwie definiowane w ustawie miary równowagi między dozwolonym użytkiem i licencjonowanym korzystaniem z treści to poważny problem z obecnym prawem. Drugim źródłem niepewności jest płynna granica między komunikacją w ramach stosunków towarzyskich i komunikacją publiczną, niejasna szczególnie w codziennym doświadczeniu użytkowników.

Dodatkowo obecne prawo autorskie, definiując użytek osobisty posługuje się pojęciem „egzemplarz” utworu. To daje przeciwnikom rozszerzania dozwolonego użytku osobistego argument, że dozwolony użytek nie obejmuje Internetu, ponieważ w Internecie nie występują fizyczne egzemplarze utworów. Projekt PSL nie odnosi się do tego problemu. A czy plik to egzemplarz?

Niestety nie wystarczy (nie do końca przemyślana) zmiana jednego przepisu aby „uwspółcześnić” koncepcję dozwolonego użytku osobistego. Zapraszamy PSL do udziału w bardziej pogłębionej debacie nad ostatecznym kształtem całościowej reformy prawa autorskiego. Zapraszamy do dyskusji w Zachęcie 28 lutego.

W najbliższy wtorek (28 lutego) w Teatrze Dramatycznym w Warszawie odbędzie się spotkanie poświęcone diagnozie języka i korzystania z Sieci jako przestrzeni publicznej, organizowane przez Fundację Wiedza Lokalna oraz Centrum Badań nad Nowymi Mediami Collegium Civitas.

Konferencja połączona z panelem dyskusyjnym stanowi część drugiej odsłony Raportu mniejszości – projektu poświęconego monitorowaniu i zwalczaniu mowy nienawiści oraz języka wrogości w polskim Internecie. Podczas spotkania twórcy monitoringu przedstawią wyniki kolejnego badania, a także, wraz z zaproszonymi gośćmi, zastanowią się nad zagadnieniem anonimowości w Sieci.

Czy anonimowość w Internecie jest niezbywalnym prawem użytkowników, służącym ochronie ich prywatności, czy raczej stanowi wytrych do wyrażania dowolnych opinii w równie dowolny sposób? Co daje, a co odbiera występowanie pod własnym imieniem i nazwiskiem w internetowej debacie publicznej? Krótko mówiąc, po co nam anonimowość w Internecie?

W dyskusji udział wezmą m.in.:
dr Justyna Hofmokl
– Centrum Cyfrowe Projekt: Polska, Creative Commons
Edwin Bendyk
– Tygodnik „Polityka”
Jarosław Grabowski
– Onet.pl
Michał Gwiazdowski
wyborcza.pl
Piotr Waglowski
vagla.pl
dr Marek Troszyński
Raport mniejszości, Fundacja Wiedza Lokalna

Wstęp na konferencję jest wolny. Organizatorzy zahęcają do potwierdzenia przybycia poprzez zadeklarowanie wzięcia udziału w wydarzeniu na Facebooku: www.facebook.com/events/183533035088688/

28 lutego 2012, godz. 11.00-14.00, Teatr Dramatyczny w Warszawie (pl. Defilad 1)


W ramach zrealizowanego projektu Medialab Warszawa wydaliśmy kilka ciekawych podręczników.

Idąc za ideą dzielenia się wiedza, postanowiliśmy, że z każdego przeprowadzonego w ramach Medialabu warsztatu powstanie podręcznik, materiał dotyczący przeprowadzonych zajęć.

Dzięki temu możemy przedstawić dwa duże podręczniki do programowania: w Processingu, czyli programie do programowania grafiki i w SuperCollider – programie do programowania muzyki. Cieszymy się z nich, bo to jedne z niewielu podręczników do programowania w SuperColliderze czy Processingu wydane w języku polskim. Mamy nadzieję, że pomogą one w nauce zainteresowanym osobom.

Dwa kolejne podręczniki pomogą działaczom lokalnych społeczności – to przewodnik po Open Street Map (narzędziu do samodzielnego budowania map) oraz komentarz do modelu oddolnego archiwum wypracowanego podczas warsztatu Anarchiwum Saskiej Kępy.

Wszystkie materiały są dostępne na stronie labkit.pl w dziale materiały. Znajdują się tam również publikacje powstałe w ramach Medialabu Lublin, np. ściąga z programowania infografiki, podręcznik do programowania w PureData.

Zapraszamy do lektury i wdrażania w życie tych idei!

Centrum Cyfrowe Projekt: Polska popiera kierunek zmian zaproponowanych przez Komisję w komunikatach KOM(2011) 882 oraz KOM(2011) 877.

W odniesieniu do dyrektywy zmieniającej dyrektywę 2003/98/WE w sprawie ponownego wykorzystywania informacji sektora publicznego, pragniemy odwołać się do kwestii dotyczącej licencjonowania dokumentów sektora publicznego będących przedmiotem prawa autorskiego. Jako instytucja partnerska projektu Creative Commons Polska pragniemy podkreślić wagę stosowania, w celu zapewnienia otwartości tych dokumentów, standardowych i powszechnie stosowanych licencji. Przykładem takich licencji są właśnie licencje Creative Commons oraz opracowany przez Creative Commons mechanizm CC0. Proponujemy wskazać w stanowisku polskiego rządu, że te narzędzia są stosowane nie tylko przez rząd polski, ale też przez administracje publiczne innych krajów europejskich.

Po drugie, pragniemy odnieść się do kwestii wyłączenia z zakresu dyrektywy dokumentów, do których prawa autorskie posiadają osoby trzecie. Stoimy na stanowisku, że o ile dokumenty te zostały sfinansowane
ze środków publicznych, to podmiot publiczny finansujący dany dokument powinien zadbać o uzyskanie uprawnień niezbędnych do udostępnienia dokumentu jako informacji publicznej, poprzez nabycie praw albo uzyskanie odpowiednio szerokiej licencji.

Pełna treść stanowiska dostępna do pobrania w formacie PDF.

Centrum Cyfrowe Projekt: Polska, ICM UW, Fundacja Nowoczesna Polska oraz Zachęta Narodowa Galeria Sztuki zapraszają 28.02 na debatę Prawo autorskie po ACTA? Tematem spotkania będzie przyszłość prawa autorskiego w Polsce. Podczas debaty będziemy dyskutować o tym co się nie sprawdza w obecnym systemie prawnym, dlaczego prawo autorskie nie nadąża za rozwojem świata cyfrowego oraz omówimy konkretne propozycje regulacji prawnych, które odpowiadałyby zmieniającej się rzeczywistości – chroniły prawa autorów i twórców, ale jednocześnie dawały szeroki dostęp do treści społecznych i kulturowych.

W debacie wezmą udział:

Helena Rymar, Creative Commons Polska

Krzysztof Siewicz, Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego

Jarosław Lipszyc, Fundacja Nowoczesna Polska

Michał Komar, Stowarzyszenie Autorów ZAIKS

Prowadzenie: Alek Tarkowski (Centrum Cyfrowe Projekt: Polska)

Miejsce: Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, sala kinowa, wejście od ulicy Burschego

Czas: środa, 28.02. 2012, godzina 18.00

Rejestracja: www.prawopoacta.evenea.pl 

Centrum Cyfrowe oraz Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego (ICM UW) przygotowały stanowisko w sprawie reformy prawa autorskiego w Polsce, można się z nim zapoznać tutaj.

 

 

 

 

Miesiąc temu do powszechnej świadomości trafiła wiadomość o istnieniu nowej, tajemniczej dotąd dla większości umowy międzynarodowej. Spośród doniesień medialnych drugiej połowy stycznia wyróżnić można było obrazy młodych, nareszcie czymś poruszonych ludzi, którzy w maskach na twarzach i z transparentami w dłoniach niezwykle emocjonalnie komentowali informację o podpisaniu przez Polskę umowy ACTA. Nikt nie wiedział, przeciwko czemu protestuje, pewne było jedno – ktoś im coś zabiera. Socjolodzy oraz dziennikarze (którzy nota bene przeoczyli temat sygnalizowany dużo wcześniej przez organizacje pozarządowe, takie jak Panoptykon) ogłosili nowe pokolenie, kolejne od czasu Generacji Nic opisanej na początku wieku przez Kubę Wandachowicza.

Krakowskie koło Stowarzyszenia Projekt: Polska podjęło się zorganizowania merytorycznej debaty na temat ACTA. Zależało nam na dyskusji z udziałem ekspertów oraz osadzenia tematu w jego szerokim kontekście – jak korzystamy z Internetu i jaki ma to wpływ na kulturę. Konferencja była też okazją do prezentacji raportu „Obiegi kultury. Społeczna cyrkulacja treści” przygotowanego przez Centrum Cyfrowe Projekt: Polska.

W krakowskim Kinie Mikro po prezentacji raportu dyskutowano, czy jesteśmy piratami czy odbiorcami kultury. Opierając się na jego tezach Justyna Hofmokl z  Centrum Cyfrowego Projekt: Polska dowodziła, że osoby korzystające z nieformalnego obiegu kultury w sieci nie rujnują kultury, ponieważ wiele wskazuje, że przeznaczają na nią więcej pieniędzy, niż osoby nie „ściągające” plików z Internetu. Powiedziała też, że próbowano stworzyć instrukcję dla osób pobierających treści z Internetu, tak by wiedziały, co mogą robić legalnie, a co jest już złamaniem prawa – okazało się to niemożliwe, ponieważ kilku prawników zaangażowanych w projekt nie umiało dojść do konkluzji, co właściwie jest legalne. Z oświadczeń uczestników konferencji wynikało, że niemal każdy pobrał pliki z sieci, a większość nie jest pewna, czy zrobiła to legalnie, czy nie. Dyskusja jasno wskazywała na konieczność zmiany przepisów regulujących Internet i prawa autorskie na bardziej przejrzystą i przystosowaną do realiów.

Tezę, że Internet nie zabija kultury potwierdziła Pani Iwona Nowak, kierownik Kina Mikro. Jest nam przykro, gdy dowiadujemy się, że film, o który walczymy i za który sporo płacimy jest już dostępny w sieci, ale Internet daje nam dużo większe możliwości dotarcia do widza – mówiła. Dr Anna Nacher z Instytutu Sztuk Audiowizualnych UJ poruszyła z kolei problem dostępności niektórych wytworów kultury – Wielu ludzi korzysta z nieformalnego źródła, jak im jest Internet, ponieważ tam po prostu wszystko można dostać, a proces płacenia, jest często zbyt skomplikowany. Prowadzący dyskusję Michał Gulik, kulturoznawca uspokoił osoby przywiązane do tradycyjnych nośników, mówiąc, że ludzie zawsze będą chcieli kupować płyty bądź książki, bo potrzebują materialnego przedmiotu, który nie jest tylko nośnikiem treści, ale ich integralną częścią.

Drugi panel, dotyczący bezpośrednio ACTA, mocno podkreślał konflikt między interesami odbiorców kultury a korporacjami. Z jednej strony podnoszono argument, że z ceny płyty, zaledwie ułamek procenta trafia do artysty, więc pobierając pliki z muzyką (książką, filmem) nie okrada się artysty, tylko po prostu korporacje pozbawia się zysków. Z drugiej strony młodzież z ruchu „Nie dla ACTA” jednoznacznie formułowała opinię, że „wszystko w sieci powinno być za darmo”. Także dyskusja na temat długości obowiązywania praw autorskich przebiegła burzliwie – większość sali opowiedziała się za okresem nie przekraczających 20 lat, choć przypomniano także, że dla artysty efekt ich pracy twórczej jest jedynym dorobkiem i dziedzictwem przekazywanym dzieciom.

Olo Sawa, dystrybutor filmowy był jedyną osoba na sali, która o ACTA wypowiadała się przychylnie. – Wiele tracę na ściąganiu filmów z Internetu, a z drugiej strony mam świadomość tego, że każdą nowość można pobrać za darmo i to w najwyższej jakości w ciągu kwadransa. Z drugiej strony, jeżeli mówimy o pośrednikach, to warto zwrócić uwagę, na przerośnięte i obowiązkowe dla każdego pośrednika w branży kulturalnej organizacje, takie jak np. ZAIKS.

Z kolei dr Katarzyna Lasota-Heller, adwokat, opowiadała o kulisach negocjacji nad ACTA – W Brukseli nikt właściwie nie wiedział, czym ma być ten dokument – rozporządzeniem, dyrektywą, czy traktatem. Przedstawiciele każdego organu UE mówili na ten temat co innego. Nic dziwnego, że w tym chaosie musiał powstać bałagan i kontrowersje.

Róża Thun, europosłanka podkreślała konieczność znalezienia konstruktywnych rozwiązań. Ponieważ konferencja odbyła się dzień po oświadczeniu premiera Tuska o zawieszeniu ratyfikacji ACTA, tym bardziej postulowała o to, by z Polski wypłynął impuls do zmian prawa autorskiego i dostosowania przepisów do nowych technologii.

Pomysłodawca konferencji, Krzysztof Pietraszewski z radością przyjął zapowiedzi premiera, ale wyraził obawę, że skoro temat przestał być kontrowersyjny, to utraci zainteresowanie mediów i społeczeństwa. Warto, żebyśmy kontynuowali dyskusję na temat świadomego korzystania z Internetu. ACTA były katalizatorem niezadowolenia z tego, że ludzie czuja się niepewni w Internecie i należy tak zmieniać prawo, by przepisy były zrozumiałe i jednoznaczne.

Kolejnym wnioskiem z debaty jest to, że faktycznie dystrybutorzy kultury powinni dostosować swoją ofertę do potrzeb zmieniających się możliwości technologicznych, bo konkurencja drogiej płyty z darmowym plikiem mp3 jest dla dystrybutorów z góry przegrana, niezależnie od zakazów. Odbiorcy powinni mieć zapewniony szeroki i łatwy dostęp do kultury, ale nie bezpłatnie. Pamiętajmy o tym, że muzyka bądź film, to czyjaś praca i inwestycja – nie możemy mieć tego za darmo, bo za obniżeniem ceny pójdzie obniżenie jakości.

 

Maria Filipek
Stowarzyszenie Projekt:Polska

 

1. W ostatnich dniach coraz głośniejsza staje się kwestia przystąpienia Polski do Open Government Partnership. Niestety rząd na razie milczy w tej sprawie. Tymczasem do OGP ma zamiar dołączyć Dania. Plan działania, który przedstawić musi każdy z dołączających krajów, ma być stworzony w oparciu, trwające do końca lutego, o konsultacje społeczne. Przyjęte zobowiązania mają być realizowane od kwietnia 2012.

2. Komisja Europejska uruchomiła platformę konsultacyjną „Puzzled by Policy?”. Skupia się ona na kwestii polityki imigracyjnej, realizowanej zarówno na poziomie unijnym, jak i krajowym. Stworzona została przede wszystkim na potrzeby użytkowników z Włoch, Hiszpanii, Węgier i Grecji, ale jest też dostępna w języku angielskim.

3. Rząd Wielkiej Brytanii rozpoczął konsultacje społeczne dotyczące wprowadzania otwartych standardów. Ich stosowanie ma obniżyć koszty funkcjonowania administracji o raz ułatwić obywatelom komunikowanie się urzędami.

4. O tym, jak otwarte dane mogą wesprzeć rozwój ekonomiczny Afryki mówi dr Bitange Ndemo, z Ministerstwa Informacji i Komunikacji Kenii:

5. O przyszłości dziennikarstwa opartego o dane (data journalism) w wywiadzie z Lilianą Bounegru, koordynatorką projektów w SYNC3 i współorganizatorką pierwszego międzynarodowego konkursu Data Journalism Awards.

 

W jaki sposób Polacy uczestniczą dziś w kulturze? Jesteśmy piratami czy zdobywcami kultury? Czy Internet zabija kulturę, a może ACTA wcześniej zabije sieć?

Od miesiąca toczy się dyskusja na temat wolności w Internecie, prawa do korzystania z zasobów sieci i możliwych ingerencji ze strony państwa. Widzieliśmy już demonstracje, czytaliśmy mniej i bardziej poważne analizy publicystyczne, a na ACTA nałożono już maskę. Teraz nadszedł czas, na rzeczową dyskusję. Rozmawiać będą adwokat m.in. Katarzyna Lasota-Heller, europosłanka Róża Thun i dystrybutor filmów Olo Sawa. Na koniec przewidziano projekcję filmu „Press.Pause.Play”.

Zapraszany serdecznie na spotkanie, które odbędzie się w sobotę, 18 lutego 2012 od 12.00 do 17.00 w kinie Mikro, ul. Juliusza Lea 5 w Krakowie.

Więcej o spotkaniu na stronie.

Źródło: Projekt: Polska

W najbliższych dniach (17-18 lutego) Zachęta Narodowa Galeria Sztuki organizuje konferencję poświęconą cenzurze we współczesnej sztuce oraz szerzej, zjawisku cenzury w dzisiejszych czasach.

Konferencja podzielona będzie na dwie części: w pierwszej poruszone zostaną m.in. zagadnienia związane z teoriami cenzury, jej uwarunkowaniami prawno-instytucjonalnymi, działaniami wobec cenzury oraz problem strategii cenzury w sztuce najnowszej. Część druga będzie zmierzać do podsumowania i wyciągnięcia wniosków z wybranych doświadczeń kontaktu z cenzurą – wezmą w niej udział teoretycy sztuki, ale również artyści. Poruszone zostanie również zagadnienie cenzury w internecie w kontekście sztuk wizualnych.

17 lutego (piątek)
godz. 18
Teorie i praktyki
Część  teoretyczna

moderatorka Ewa Majewska
uczestnicy: Edwin Bendyk, Katarzyna Bojarska, Agata Czarnacka, Maciej Gdula, Maciej Kropiwnicki, Jarosław Kuisz, Janek Sowa, Jakub Szreder

18 lutego (sobota)
godz. 13
Między rynkiem a dogmatem
Część poświęcona neoliberalizmowi i cenzurze, podziałowi sceny artystycznej na lewicę i prawicę, pytaniu o wolność dla przeciwników wolności, a także kwestiom wykluczeń pojawiających się w języku.

moderatorka Iza Kowalczyk
uczestnicy: Jakub Dąbrowski, Anna Dryjańska, Rafał Jakubowicz, Roman Kurkiewicz, Ewa Majewska

godz. 16
Cenzura w sieci
Część poświęcona cenzurze w internecie

moderatorka Miłada Jędrysik
uczestnicy: Julia Koszewska, Aleksandra Polisiewicz, Katarzyna Szymielewicz, Piotr Waglowski

sala multimedialna
wejście od ul. Burschego
wstęp wolny

W ostatnich dniach Pozarządowe Centrum Dostępu do Informacji PublicznejPiotr Waglowski zaapelowali do rządu o przystąpienie Polski do Open Government Partnership (Partnerstwa na Rzecz Otwartego Rządu). Centrum Cyfrowe oczywiście przyłącza się do tego apelu (przystąpienie Polski do OGP postulowaliśmy już 6 lutego, w stanowisku opublikowanym w trakcie debaty na temat ACTA w KPRM).

Open Government Partnership (o którym pisaliśmy kilkakrotnie na naszym blogu) to inicjatywa zainaugurowana 20 września 2011 roku, dzięki współpracy rządów Brazylii, Indonezji, Meksyku, Norwegii, Filipin, RPA, Wielkiej Brytanii i USA. Jej celem jest między innymi zwiększanie przejrzystości, walka z korupcją, wzmacnianie pozycji obywateli i wdrażanie nowoczesnych technologii w celu poprawy jakości pracy administracji. W przyjętej we wrześniu deklaracji przeczytać można między innymi, że państwa uczestniczące w Partnerstwie przestrzegają „zasady otwartości w kontaktach z obywatelami, tak aby świadczone usługi były jak najlepsze, przy optymalnym wykorzystaniu zasobów publicznych, zastosowaniu innowacyjnych rozwiązań i zapewnieniu bezpieczeństwa wspólnotom. Postępujemy według zasad przejrzystości i otwartości rządu(…)”. Deklarują „zwiększenie dostępu do informacji na temat działań rządowych (…), wsparcie uczestnictwa w życiu społecznym (…), wdrażanie najwyższych standardów rzetelności zawodowej w całej administracji” (tłumaczenie polskie przygotowane przez PC DIP). Obecnie w inicjatywie uczestniczy 51 państw.

Naszym zdaniem istotna jest przede wszystkim nie tyle formalna przynależność Polski do OGP, ale fakt iż wiąże się z nią przyjęcie zobowiązań działania na rzecz otwartości, wraz z harmonogramem ich realizacji. Jakiego rodzaju działania powinny być podjęte przez polski rząd opisaliśmy w naszym raporcie „Mapa drogowa otwartego rządu w Polsce”. Wymieniamy tam 21 rekomendacji, które dotyczą m.in. sposobu udostępniania publicznych zasobów informacyjnych czy demokratyzacji procesów decyzyjnych.

 

Wywiad Jasia Kapeli z Justyną Hofmokl ukazał się 13. lutego 2012 na łamach Krytyki Politycznej  Drukuj
Jaś Kapela: Z waszego raportu Obiegi kultury wynika, że 33 procent Polaków uczestniczy w nieformalnym obiegu, czyli ściąga filmy, książki czy muzykę za darmo z internetu. Jest on aż trzy razy większy niż obieg formalny. Podczas prezentacji raportu profesor Barbara Fatyga powiedziała jednak, że nie ma się czym ekscytować, bo nauki społeczne od zawsze wiedziały, że istnieje obieg nieformalny i że jest on większy od formalnego. Skoro to jest tak powszechna wiedza, to dlaczego nie jest powszechna?
Justyna Hofmokl: To oczywiście nie jest nowość. Nie chcieliśmy niczego takiego powiedzieć; w raporcie wychodzimy z założenia, że szara strefa i działania pozarynkowe mają bardzo ważny wpływ na funkcjonowanie całej gospodarki, i to nie tylko w krajach słabo rozwiniętych. Natomiast ten obieg nieformalny często się pomija w analizach. Nie było do tej pory takich badań w Polsce w kontekście wymiany plików, obiegu treści cyfrowych. Opisy aktywności kulturowej Polaków skupiają się na kupowaniu książek, wypożyczaniu ich z bibliotek, oglądaniu filmów w kinach czy funkcjonowaniu publicznych instytucji kultury. Zarazem dyskurs, który pozycjonuje wymianę plików jako proceder przestępczy i „piractwo”, jest bardzo silny. Staramy się unikać tego słowa, ale oczywiście odwołujemy się do niego, bo trudno udawać, że go nie ma.Chcecie zastąpić „piractwo” „obiegiem nieformalnym”?

Tak. On po pierwsze istnieje, po drugie jest wielowymiarowy, a po trzecie przenika się z obiegiem formalnym. Stygmatyzując działania, które dotyczą dużej grupy ludzi, określeniem „nielegalne” czy „przestępcze”, tracimy z pola widzenia całą sferę aktywności ludzkiej, ważną również dla obiegu komercyjnego.

W raporcie podkreślacie, że tu nie chodzi o walkę „piratów” ze złymi korporacjami. Jednak Kubuś Puchatek jest formalnie własnością intelektualną Disneya. Może więc jednak chodzi o walkę ludzi, którzy mają inny pomysł na to, czym powinna być własność intelektualna i kto powinien mieć z niej pożytek, z korporacjami?

Tak, tylko też trzeba mieć świadomość, że ludzi, którzy rozumieją ten problem, jest niewielu. Świadomość dotycząca prawa autorskiego w Polsce jest niska.

Problem, o którym mówisz, oczywiście istnieje. Duże koncerny muzyczne czy producenci filmowi nie odnajdują się dobrze w sytuacji zmiany obiegu treści i rozwoju internetu. To jest ewidentne w całej tej zawierusze związanej z ACTA. Tutaj rzeczywiście w grę wchodzą interesy wielkich korporacji z jednej strony, a z drugiej odbiorców. Chcemy nie tyle uciec od tej dychotomii, ile ją lepiej, pełniej pokazać. Bo jeśli się patrzy na to w ten sposób, że albo są źli piraci, albo paskudne korporacje, to nie ma przestrzeni na jakiekolwiek konstruktywne działanie.

Można też zrobić rewolucję.

Oczywiście. Ale Obiegi kultury to jest badanie naukowe, a nie materiał rewolucyjny. Chociaż myślę, że jego wyniki, pokazujące dużo pełniejszy obraz korzystania z kultury, mogą mieć rewolucyjny potencjał. Chcieliśmy oprzeć się na faktach. Korporacje skarżą się na strasznych piratów. To łatwo podważyć, bo ich zyski nie spadają tak straszliwie, a istnieją już nowe sposoby zarabiania w internecie, na przykład na muzyce. Bystrzy artyści odnajdują się w tej przestrzeni. Orientują się, że to, że fani docierają do ich muzyki na własną rękę, wymieniają się nią, tworzą wokół niej ferment poprzez komentowanie, tworzenie kultury fanowskiej, to naprawdę olbrzymia wartość dla artysty. To dowód, że jego muzyka jest czymś ważnym dla tych ludzi. I ma to bezpośredni wpływ również na zyski, przekłada się na uczestnictwo w koncertach, zakup wersji specjalnych płyt.

Jest wiele zespołów, które zaryzykowały i wyszły poza tradycyjny model dystrybucji. Radiohead to już ograny przykład, ale wspaniale pokazuje, że ludzie, którzy kochają muzykę, są w stanie zapłacić dużą sumę za specjalną wersję albumu, z dodatkami tylko dla wybranych, podczas gdy podstawowa wersja płyty jest na licencji Creative Commons do ściągnięcia dla każdego. Fajnym przykładem wydaje się też amerykański pomysł na dofinansowywanie indywidualnych projektów kulturalnych – Kickstarter. Ludzie przedstawiają społeczności internetowej swój pomysł na projekt, mówią, ile to kosztuje, i proszą o datki. W zależności od wysokości datku dostaje się albo podziękowania, albo coś więcej – udział w prywatnym koncercie artysty, swoje zdjęcie na okładce. W tej chwili cały budżet Kickstartera jest wyższy niż państwowe dotacje na kulturę w Stanach.

I biznes kulturalny jest chętny, żeby wchodzić w takie inicjatywy?

Aby w nie wejść, trzeba podjąć ryzyko, rzadko kiedy duże firmy są chętne. Także nie wszyscy artyści są na tyle elastyczni, żeby spróbować na własną rękę docierać do nowych odbiorców. Dużo prościej jest okopać się w status quo i mówić o „piratach”, którzy niszczą system. Tylko że ten system nie ma szansy się utrzymać.

Dla mnie najciekawsze w waszych badaniach było pokazanie, że ci sami ludzie, z którymi się walczy jako „piratami”, są poniekąd kulturalną elitą, bo to oni kupują najwięcej płyt czy książek. Karanie ich za ściąganie to zarzynanie swoich najlepszych klientów.

Po to były te badania: żeby pokazać, kim naprawdę są ci ludzie. Bardzo byśmy chcieli zrobić drugą część badania, poświęcając więcej czasu na rozmowy z tymi najaktywniejszymi internautami, którzy dużo ściągają i jednocześnie uczestniczą w formalnym obiegu kultury. Już teraz jednak widać, że gdyby zamknąć „piratów” w więzieniu, zgodnie z najbardziej radykalnymi postulatami, to okazałoby się, że nie ma kto kupować muzyki i chodzić do kina. Ci ludzie są bardzo rozwinięci kulturalnie. Wyniki czytelnictwa wśród aktywnych internautów są bardzo wysokie, znacznie wyższe niż średnie wyniki z badania przeprowadzanego rokrocznie przez Bibliotekę Narodową.

Zastanawialiśmy się, czy w Polsce są już tzw. next generation users, czyli przedstawiciele nowego pokolenia internautów, którzy łączą się z siecią przede wszystkim przez urządzenia mobilne, są zaangażowani w dyskusje sieciowe i czynnie tworzą zawartość internetu. W Polsce jednak jest to jeszcze w powijakach. Jakieś 25 procent internautów publikuje zdjęcia w internecie, zostawia komentarze w serwisach społecznościowych. Jeszcze mniej pisze blogi. Jeśli chodzi o publikowanie własnej muzyki i remiksowanie, to jest to już bardzo mały odsetek. Ale fakt, że nie wszyscy internauci są bardzo twórczy, nie oznacza, że nie są ciekawi. I tak są bardziej aktywni niż statyczni Polacy – 62 procent ludzi w Polsce w ogóle nie uczestniczy w kulturze. Oczywiście nie badaliśmy oglądania telewizji i słuchania radia.

A czytelnictwo prasy codziennej czy tygodniowej?

Też nie. To na pewno jakoś zmieniłoby wyniki. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli chodzi o konsumpcję muzyki, książek czy filmów, to mamy naprawdę bierne społeczeństwo. Według danych Biblioteki Narodowej za 2010 rok 44 procent Polaków zadeklarowało, że miało kontakt w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy z książką. Natomiast wśród aktywnych internautów książkę przeczytało 89 procent ludzi, choć pewnie wielu z nich to uczniowie i studenci. Kupno książki w ciągu ostatniego roku zadeklarowało 5 procent Polaków, którzy nie korzystają z internetu – wśród aktywnych internautów w ostatnim kwartale kupno książki zadeklarowało 68 procent ankietowanych. Za filmy i seriale na płycie zapłaciło 2 procent osób niekorzystających z internetu i aż 25 procent aktywnych internautów.

Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że aktywni użytkownicy internetu to często osoby szczególne – więcej zarabiają, mieszkają w dużych miejscowościach, mają dostęp do szybszego łącza. Ale są również aktywni na tych polach, gdzie nie potrzeba specjalnego wsparcia materialnego, na przykład korzystają z bibliotek.

Ciekawiło nas też, czy ci aktywni internauci rozszerzają poprzez swoje działania zasięg kultury na osoby, które z internetu nie korzystają – przekazują im na przykład na pendrive’ie albo na płycie CD treści, które pobrali z internetu. To niestety jest znikome, tylko 5 procent treści wykracza poza obieg internetowy.

A ile osób w ogóle nie płaci za kulturę, czyli zdobywa wszystko za darmo w internecie?

Dokładnie jedna czwarta Polaków uczestniczy w obiegu nieformalnym i niczego nie kupuje. Rodzi się pytanie: czy gdyby nie internet, to oni by w jakiś sposób uczestniczyli w obiegu formalnym? Czy raczej dzięki obiegowi nieformalnemu mają w ogóle kontakt z kulturą? Nam się wydaje, że prawdziwsza jest druga interpretacja. To widać zresztą, jak się zapyta ludzi o motywację, na przykład o to, dlaczego ściągają treści z internetu. Cena jest na pierwszym miejscu. Prawie tyle samo, czyli 67 procent, odpowiada, że ważna jest możliwość wyboru, zdobycia tych treści, które ich interesują. Ludzie z małych miejscowości zwracali przede wszystkim uwagę na to, że mają za daleko do kina albo nie pokazuje się tam filmów, które by chcieli zobaczyć.

Czyli rynek sam sobie jest winny, bo nie dociera tam, gdzie ludzie mogliby z niego korzystać, albo nie oferuje im tego, czego chcą?

Pewne decyzje rynkowe, jak zamykanie niszowych kin albo wprowadzanie kin wyłącznie do centrów handlowych, mają swoje konsekwencje. Wiele osób zwraca uwagę, że oglądanie filmów nie jest specjalnie przyjemne, jeśli muszą przy okazji zobaczyć dwadzieścia minut nieznośnych dla nich reklam i wąchać popcorn. Wolą obejrzeć ten sam film w gorszej jakości, ale zaaranżować przestrzeń i klimat po swojemu.

Poza tym internet to coś więcej niż miejsce, gdzie można za darmo ściągnąć film. Można się tu też dowiedzieć, jaki film jest ciekawy albo czego warto posłuchać. Słuchasz jednej rzeczy, a ta odsyła cię do dwudziestu innych kawałków, które możesz pobrać. Do tego internet daje możliwość dotarcia do niszowych treści, a nie tych lansowanych w mediach komercyjnych. Nie dziwi mnie, że ludzie, mając możliwość realizowania w internecie jakichś swoich wąskich, wysublimowanych preferencji, korzystają z tego. Polski rynek jest nadal ubogi pod względem oferty internetowych serwisów muzycznych. Jesteśmy czterdziestomilionową populacją, ale traktuje się nas jak ubogiego krewnego. iTunes łaskawie wszedł na nasz rynek w listopadzie, ale wybór jest ubogi, także cenowo. Ambitni odbiorcy mogą się czuć potraktowani nie fair.

A można internautów przekonać, żeby płacili za treści w sieci?

Raczej tych starszych i bardziej wyrobionych. Mają mniej czasu na szukanie, za to wyższe dochody. Młodzi ludzie trzymają się obiegu nieformalnego, bo dobrze wiedzą, jak zdobyć za darmo określone treści, a kupno oryginalnej płyty za 49 złotych jest poza zasięgiem. Po prostu ich nie stać.

Ta ewolucja konsumentów wydaje mi się bardzo istotna. Jeśli dążymy do tego, żeby „wyciągać” ludzi szarej strefy, to oni muszą mieć możliwość dotarcia do treści, które ich interesują, w wygodnym dla siebie formacie i za cenę, którą są w stanie zapłacić. Jeśli tak się nie stanie, to przepaść między grupą, która domaga się kontrolowania dostępu i wymyślania kolejnych zabezpieczeń, a odbiorcami będzie się powiększać. To widać w protestach przeciwko ACTA. Młodzi ludzie są bardzo rozczarowani, że zaufanie, którym w jakimś stopniu obdarzyli stronę rządową, zostało nadużyte. Zabrakło wysiłku, żeby zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi w tym internecie, w którym oni funkcjonują na co dzień.

Jak czytałem wasz raport, przypomniała mi się Netokracja Alexandra Barda i Jana Söderqvista. To wizja powstającej arystokracji wiedzy, arystokracji internetu, która staje się czwartą, a właściwie pierwszą władzą. WikiLeaks jest trochę dowodem na to. Jednocześnie sprawa ACTA pokazuje, że rządy i tak robią swoje. Z waszych badań można wnioskować, że rodzi się taka netokracja, będąca w opozycji do władzy tradycyjnej?

Z całą pewnością jest duża grupa ludzi, którzy sprawnie posługują się nowymi technologiami i umieją bardzo szybko uzyskiwać informacje. Są przyzwyczajeni, że komentują te informacje w czasie rzeczywistym. Potrafią też wyselekcjonować grupę ekspertów, którym ufają. Ci ludzie łatwo się odnajdują, tworzą wspierające się kręgi. Niestety w Polsce elity rządzące wydają się absolutnie nieświadome tych procesów. To błąd. Wystarczy przypomnieć liczne przykłady ostatnich rewolucji na całym świecie, które rozprzestrzeniały się przez internet. Mobilizacja przeciwników ACTA również pokazuje dużą sprawność tych grup.

Oni mają zupełnie inne oczekiwania wobec władzy, inne przyzwyczajenia. W tradycyjnym systemie demokratycznym politycy są zainteresowani głosem wyborców raz na cztery lata. Istnieje umiarkowana liczba kanałów komunikacji, przeważnie jednostronnych. Zazwyczaj władza wysyła komunikat społeczeństwu.

Tymczasem jest niezbędne, żeby osoby podejmujące kluczowe decyzje w państwie uwzględniały głos obywateli. To wymaga całkowitej przebudowy dialogu, głębokiej analizy procesów komunikacji, które mają miejsce w internecie. Bez uwzględnienia nowych kanałów komunikacji nie ma już właściwie możliwości sprawnego zarządzania państwem. Ewidentnie pokazują to protesty wokół ACTA. Zajmujemy się tym tematem w Centrum Cyfrowym – nazywa się to „otwarty rząd”.

A są jakieś pozytywne przykłady takiego usprawnienia komunikacji między władzą i obywatelami? I na czym dokładnie miałoby to polegać?

Bardzo dużo działań tego typu podejmowano w Wielkiej Brytanii czy w Stanach…

Ale tam też są protesty Oburzonych przeciwko alienacji władzy, która nie słucha obywateli.

Jasne. To są początki. Potrzebujemy narzędzi, które pozwalają szybko komunikować władzom, że powstają jakieś problemy społeczne. Takie narzędzia tworzono w sytuacjach kryzysowych – zaczęło się od Haiti, potem wykorzystywano je podczas pożarów w Rosji i na całym świecie.

W raporcie Mapa drogowa otwartego rządu prezentowaliśmy wzorce otwartego przepływu informacji między instytucjami publicznymi i obywatelami. Chodzi o to, żeby tworzone przez rząd materiały i dane zbierane przez instytucje były w jak największym stopniu dostępne. Wiadomo, że tylko część społeczeństwa jest zainteresowana czynnym udziałem w procesie rządzenia, ale jeśli władza będzie bardziej transparentna, to stanie się to łatwiejsze. Tu chodzi często o proste sprawy, jak dostęp do danych na temat komunikacji miejskiej, tak żebyśmy byli informowani w czasie rzeczywistym, gdzie jest dany autobus i za ile będzie na przystanku. Ale robimy też projekt Otwartybudzet.pl, w którym zbieramy dane budżetowe z poziomu centralnego i samorządowego, żeby pokazać, jak wyglądają przepływy finansowe w państwie. Dotarcie do tych danych jest bardzo trudne, mimo że teoretycznie powinny być udostępniane na mocy ustawy o dostępie do informacji publicznej. Nie ma jednak takiej gotowości ze strony instytucji, ani samorządowych, ani centralnych. Jeśli informacje są udostępniane, to w formatach, które uniemożliwiają ich dalsze przetworzenie.

Większa otwartość materiałów tworzonych za publiczne pieniądze to krok w kierunku lepszej komunikacji. Żyjemy w społeczeństwie, które bardzo intensywnie z tych informacji korzysta i potrzebuje ich do sprawnego funkcjonowania. Musimy odejść od „grodzenia” dóbr publicznych, ograniczania dostępu do materiałów informacyjnych i kulturowych, wszystkich treści tworzonych przez instytucje publiczne i edukacyjne za publiczne pieniądze. Muszą być dostępne w formatach cyfrowych, bo nie chodzi tu o zostawienie jednej kopii w archiwach Biblioteki Narodowej. Trzeba je udostępniać tak, żeby rzeczywiście każdy mógł z nich skorzystać i je dalej przetwarzać.

W odpowiedzi na ujawnione przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego instrukcje negocjacyjne w srawie ACTA, których publikację zapowiedział premier Donald Tusk podczas poniedziałkowej debaty w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, opublikowaliśmy dziś oświadczenie wraz z Fundacją Wolnego i Otwartego Oprogramowania, Fundacją Nowoczesna Polska, Fundacją Panoptykon, Helsińską Fundacją Praw Człowieka, Internet Society Poland oraz Polską Grupą Użytkowników Linuksa – PLUG. (więcej…)

1. Ruszył pilotaż serwisu Naprawmyto.pl. Poprzez stronę internetową mieszkańcy mogą zgłaszać i mapować problemy zaobserwowane w swojej okolicy (np. dziury w drogach, nieuprzątnięte śmieci, brak pasów na niebezpiecznych przejściach. Na razie  program działa w 11 lokalizacjach w Polsce (m.in w Łodzi, Krakowie, Słupsku i Poznaniu). Prace nad serwisem koordynuje Pracownia Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia”, a przy jego tworzeniu współpracuje kilkanaście organizacji z całej Polski. Za realizację projektu w Poznaniu i Przemyślu odpowiada Projekt: Polska. Projekt jest inspirowany pomysłem serwisu FixMyStreet, który działa w Wielkiej Brytanii od 2007 roku. Twórca, organizacja mySociety,  ogłosiła niedawno, że w serwisie pojawiło się już 200 tysięcy wpisów. Więcej o projekcie Naprawmy To można przeczytać w artykule Ewy Stokłuskiej.

2. Andrés Nin, jedne z członków hiszpańskiej społeczności działającej na rzecz otwartych danych rozpoczął proces zbierania podpisów pod petycją dotyczącą stworzenia jednolitej dla całej Unii Europejskiej licencji, na której będą udostępniane dane publiczne. Komisja Europejska pracuje obecnie nad nowelizacją dyrektywy ws. ponownego wykorzystania informacji sektora publicznego. Zdaniem autora petycji, wprowadzenie takiej licencji umożliwi utworzenie jednolitego europejskiego rynku ponownego wykorzystania danych publicznych. Petycję można podpisać tutaj.

3. Na stronie projektu Opquast znaleźć można „listę kontrolną”  zawierającą 72 elementy, które powinny być spełnione, żebyśmy mogli mówić o otwartych danych odpowiedniej jakości. Wytyczne zawierają kilkanaście kategorii (m.in. licencja, format, przejrzystość). Można je też grupować zależnie od „zaawansowania”. Niestety strona dostępna jest wyłącznie w języku francuskim.

4. A na zakończenie ciekawa wizualizacja z Norwegii, na której dzięki wykorzystaniu danych publicznych (zeznań podatkowych) zobaczyć można migracje ludności w obrębie kraju.

Deluge from even westvang on Vimeo.

W najbliższy wtorek (14. lutego) odbędzie się debata poświęcona pierwszym wnioskom wynikającym ze sporu wokół ACTA.

Dyskusja dotyczyć ma następujących zagadnień: czy prawo obywateli do informacji jest dziś w Polsce należycie respektowane? Czy konsultacje społeczne zainicjowane przez rząd można uznać za satysfakcjonujące? Jak będą toczyły się dalsze losy sporu o ochronę praw autorskich i własności intelektualnej? Czy mamy do czynienia z globalnym konfliktem rządów i korporacji z obywatelami państw i obrońcami wolności słowa i praw obywatelskich?

W spotkaniu weźmie udział m.in. Helena Rymar, współpracowniczka Centrum Cyfrowego zaangażowana w projekt Creative Commons.

Więcej informacji o debacie znajduje się tutaj.

Wtorek, 14 lutego godz. 12.00, Dom Dziennikarza, ul. Foksal 3/5, I p., sala B

Organizatorem debaty jest: Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

Centrum Cyfrowe Projekt:Polska uruchamia nowy projekt pod nazwą „Szkoła Infografiki”, który ma na celu podniesienie kompetencji w zakresie wykorzystywania i przetwarzania danych wśród organizacji pozarządowych. Będzie on prowadzony w dwóch częściach: jedna to warsztaty dla przedstawicieli organizacji pozarządowych z pracy z danymi, druga – comiesięczne otwarte spotkania na tematy dotyczące prezentacji danych (np. infografika), zbierania i analizy danych.

W ramach cyklu warsztatów uczestnicy i uczestniczki poznają zasady pracy z danymi, nauczą się je porządkować, przetwarzać i czytać. Poznają programy do pracy z danymi (np. Google Refine), nauczą się podstaw programowania i wizualizacji danych. Jedną z ważniejszych kompetencji jakie wyniosą jest umiejętność wyciągania historii z danych, patrzenia na nie jako na odbicie zmian w rzeczywistości.

Zapraszamy wszystkich zainteresowanych uczestnictwem w tych warsztatach o przesyłanie zgłoszeń za pomocą formularza, dostępnego tutaj. Termin nadsyłania zgłoszeń mija 27 lutego.

Dodatkowo zapraszamy na spotkanie informacyjne, podczas którego opowiemy szerzej o projekcie, przedstawimy bliżej temat infografiki i pracy z danymi. Spotkanie odbędzie się 16 lutego o godz. 19 w Klubokawiarni Chłodna 25.

W Tygodniku Powszechnym rozmowa z Alkiem Tarkowskim o społeczeństwie sieciowym, ACTA i raporcie „Obiegi kultury”.

(…) Jak to było z konsultacjami społecznymi wokół ACTA?
Niestety, funkcjonuje w Polsce model konsultacji z wybraną grupą podmiotów – w tym wypadku: z przedstawicielami dostawców treści. Administracja uważa, że taki model wystarczy. Tymczasem w dobie internetu istnieją wręcz idealne warunki dla modelu otwartych konsultacji. Jednak administracja się ich boi – obawia się liczby uwag, trudności z ich uwzględnieniem lub uzasadnieniem odrzucenia. Być może to jednak mniejszy koszt niż ten, który przychodzi ponieść, gdy nie przeprowadzi się konsultacji, a problemy i tak się ujawniają, tyle że prowadzą już do obywatelskich protestów. (…)




Materiały ze strony są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 3.0 Polska (o ile nie jest to stwierdzone inaczej). Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Centrum Cyfrowe Projekt: Polska.
Creative Commons License

Centrum Cyfrowe jest częścią Fundacji Projekt: Polska.

Centrum Cyfrowe Projekt:Polska, ul. Mińska 25, 03-808 Warszawa, kontakt@centrumcyfrowe.pl

szota.biz  ★