Co przyniosło wprowadzenie darmowego podręcznika? – raport KSKL

W połowie lutego Krajowa Sieć Konsultacyjna Liderów, prowadzona przez Szkołę Liderów, zorganizowała dyskusję pt. “Co przyniosło wprowadzenie darmowego podręcznika”. Okazją do dyskusji było badanie przeprowadzone przez siatkę lokalnych liderów, badających w skali lokalnej skutki różnych polityk publicznych. Sala była pełna – bo okazje do dyskusji o podręcznikach w szerszym kontekście polityki edukacyjnej zdarza się (niestety) rzadko. (Pełen raport z badania jest dostępny na stronie KSKL).

Dziś zaczyna się światowy Tydzień otwartej edukacji – to dobra okazja do przypomnienia tamtej dyskusji i najważniejszych z niej wniosków.

Screenshot 2015-03-09 11.04.44

Czego dowiadujemy się z badania?

Przede wszystkim warto podkreslić znaczenie takiego badania w sytuacji, gdy brak bieżącego monitoringu reform związanych z podręcznikami. Badanie KSKL objęło 40. społeczności i opierało się na 229 interesariuszach i 10 spotkaniach grupowych – to solidna próba, nawet jeśli nie jest w pełni reprezentatywna. Podoba mi się też, że KSKL bada w skali lokalnej, poprzez liderów zakorzenionych w lokalnych społecznościach – w spotkaniu brała udział np. uczestnicząca w projekcie dyrektorka szkoły.

Jakie są główne wnioski?

  • Wiedza o bezpłatności podręcznika jest powszechna. Ale tylko połowa  ankietowanych wie o materiałach adaptowanych do specjalnych potrzeb edukacyjnych, a jedynie 2/3 o dotacji na ćwiczenia i dodatkowych materiałach WWW. Co najważniejsze, także tylko połowa wie o tym, że nie ma obowiązku pracy z (jakimkolwiek podręcznikiem) – nie wie o tym 1/3 nauczycieli i 2.3 rodziców.
  • Rodzice uznają darmowe, publiczne podręczniki za dużą pomoc dla rodzinnego budżetu. Jednoczesnie oczekiwaliby równocześnie możliwości wyboru – której nie zapewnia obecny model, oparty na pojedynczym, zamawianym podręczniku.
  • Rodzice są gotowi płacić 5 złotych (koszt podręcznika został wyliczony na 4 złote z groszami), by mieć go na własność, szczególnie w pierwszych klasach. Ale popierają ideę wieloletniości, krytykując “wbudowaną” jednoroczność – gdy na przykład ćwiczenia są częścią książki. Natomiast biblioteki szkolne nie chcą pośredniczyć w procesie przekazywania książek.
  • Duża część nauczycieli, pozbawionych “boksów” dołączanych do podręczników przez wydawców komercyjnych, deklaruje potrzebę wsparcia – którego na razie zabrakło – brak odpowiedniej obudowy merytorycznej dla podręcznika. Nieliczne stworzone zasoby są dostępne tylko w Sieci (razem z podręcznikiem udostępniono dwie piosenki). Nauczyciele narzekają na konieczność drukowania wszystkiego, za własne pieniądze. Tak więc próba nakłonienia nauczycieli do większej kreatywności jak na razie wydaje się nieudana – wielu nauczycieli zostało rzuconych na “głęboką wodę”.
  • Część społeczności martwi się o przyszłość lokalnych księgarni, dla których sprzedaż podręczników stanowi często znaczące źródło przychodu (zazwyczaj 50% albo nawet więcej)
  • Szkoły nie odczuły negatywnie utraty relacji z wydawnictwami – możliwe, że korzystali na nich indywidualni nauczyciele, otrzymujący od nich dodatkowe materiały.
  • Badani opowiadają się za zamawianiem przez Ministerstwo podręczników u wydawców, które następnie byłyby udostępniane za darmo – tak by dać możliwość wyboru między różnymi, darmowymi podręcznikami.

Co myślą eksperci?

Alicja Pacewicz z CEO mówiła o paradoksie związanym z elementarzem – z jednej strony jeden elementarz ogranicza wybór, z drugiej jego otwarty charatker służy kreatywności i swobodzie wykorzystania. Nauczycielom trzeba więc pomóc odpowiednio korzystać – tymczasem ta duża interwencja nie jest odpowiednio wsparta ani badaniami i ewaluacją, ani promocyjnie.

Psycholog dziecięcy Aleksandra Piotrkowska wskazała na zbytni pośpiech w tworzeniu podręczników – temat powracał w dyskusji (to krytyka często się pojawiająca w debacie). Mówiła też o pozornych zaletach “pakietów”, które bardziej niż wzbogacać lekcje prowadzą do automatyczności nauczania, zgodnie z gotowym scenariuszem.

Grażyna Kapaon, dyrektorka szkoły w Strachówce, podkreślała że dla rodziców ważne jest tylko to, by podręcznik był darmowy. Inne aspekty reformy podręcznikowej wymagają intensywnej promocji.

Jerzy Wiśniewski z MEN podkreślał, że trzeba wciągnąć rodziców w dyskusje o doborze materiałów edukacyjnych (w nowym modelu w starszych klasach szkoła będzie decydować, na jaki podręcznik przeznaczyć pieniądze) – porównywał to z budżetami partycypacyjnymi.

Jakość, jakość, jakość

Najważniejszym wnioskiem, jaki dla nas płynie z dyskusji o raporcie, jest konieczność skupienia się bardziej na jakości nowego elementarza. Widać wprawdzie, że rodziców interesuje jedynie cena. Jednak ocena reformy podręcznikowej nie będzie możliwa bez zrozumienia nie tylko aspektów ekonomicznych czy kwestii otwartości, ale jakości podręcznika jako narzędzia pedagogicznego.

W tym momencie nikt – ani Ministerstwo, ani ogranizacje edukacyjne – nie ma odpowiedniego narzędzia. Zapytani przez nas podczas dyskusji eksperci wspominali o certyfikacji podręczników – nie jest ona jednak pełną ewaluacją jakości materiałów.

Potwierdziła się również teza głoszona od dawna przez KOED, że wymóg otwartości zasobów powinien iść w parze z publicznym finansowaniem kilku różnych podręczników, dających nauczycielom i rodzicom możliwość wyboru.

 

uwolnij podrecznik logoDziałania na rzecz otwartości finansowanych publicznie podręczników i innych zasobów edukacyjnych prowadzimy w ramach projektu „Uwolnij podręcznik”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Komentarz zostanie dodany po zatwierdzeniu przez administratora