O repozytoriach w międzynarodowym gronie

W zeszłym tygodniu, przez dwa dni gościliśmy wyjątkową grupę przedstawicieli organizacji prowadzących lub przymierzających się do prowadzenia repozytoriów otwartych zasobów edukacyjnych. Naszym zamiarem było zebranie w jednym miejscu ludzi z dużym doświadczeniem w tym temacie oraz takich, którzy mogą z tego doświadczenia czerpać. Do stołu zatem zasiedliśmy z gośćmi z Norwegii, Belgii, Niemiec, Czech i Rumunii.

Jak to robią Norwegowie…

Najciekawsze podczas tych dwóch dni było zdecydowanie zderzenie dwóch dużych projektów z Norwegii i Belgii. Norwegian Digital Learning Arena (NDLA) to organizacja prowadząca repozytorium powstałe za pieniądze pochodzące z rządowych dotacji na digitalizację szkół przekazywaną corocznie samorządom. Każdy z nich wydaje 20% tej dotacji na platformę, a pozostałe 80% na zakup sprzętu do szkół i tradycyjnych pomocy naukowych, w tym podręczników. Platforma NDLA przeznaczona jest dla nauczycieli i uczniów szkół średnich i zawiera w pełni darmowe, otwarte elektroniczne materiały do ponad 50 przedmiotów. W modelu tym zdecydowano się na zamawianie na rynku wysokiej jakości materiałów edukacyjnych (ok 60% budżetu jest wydawane na materiały pisane przez wyselekcjonowanych nauczycieli oraz zawodowych autorów materiałów edukacyjnych), a także na skupywanie z rynku praw do niektórych istniejących utworów komercyjnych (np. filmu Hobbit). Także użytkownicy mają możliwość tworzenia i dzielenia się swoimi zasobami. Według NDLA, 98% norweskich nauczycieli wie o platformie, a ponad 60% jej używa (w tym 50% często).

Wizyta studyjna dzień 1

Ile to kosztuje? Ok 8 mln EUR rocznie, co w przeliczeniu na ucznia daje 40 EUR za dostęp do bazy, która ma 30 mln wejść tygodniowo, 100 mln odsłon i 2 mln użytkowników. Materiałami tam zamieszczonymi można zapełnić ponad 3 mln godzin lekcyjnych. NDLA ma rodzaj “konkurencji” – wydawnictwa edukacyjne postawiły dwie duże platformy z materiałami, z których skorzystać jednak mogą tylko ci nauczyciele i uczniowie, którzy mają wykupiony dostęp. Co więcej, wydawcy norwescy – chociaż początkowo niechętni inicjatywie postawienia publicznie finansowanej platformy – teraz zacierają ręce. Nie tylko zgarniają jako zleceniobiorcy sporą część budżetu NDLA, ale jeszcze korzystają z darmowych materiałów zamieszczonych na platformie tworząc własne, komercyjne, płatne materiały.

Najciekawsze jednak jest to, że norweski system edukacyjny w momencie krystalizowania się pomysłu na platformę znajdował się w tym samym miejscu, co teraz nasz. Przed budową repozytorium, w Norwegii był bardzo silny, skonsolidowany rynek wydawnictw edukacyjnych, sile związki zawodowe nauczycieli, bardzo dużo dobrych podręczników i brak jasnych celów polityki edukacyjnej. I w tym właśnie momencie przyszła reforma wprowadzająca ujednoliconą podstawę programową, dotacje na podręczniki i programy cyfryzacji szkół. Brzmi znajomo? Różnica miedzy nimi a Polską jest taka, że Norwegowie zdobyli się na długofalowe myślenie o tworzeniu otwartych zasobów oraz byli w stanie zainspirować i zmotywować lokalne władze do tego, aby zgodziły się na współfinansowanie tej strategii (nie rezygnując przy tym ze wspierania szkół przy budowaniu infrastruktury IT).

U nas natomiast, do tej pory tworzono wiele rozproszonych projektów bez długofalowego planu pozyskiwania treści oraz utrzymywania i motywowania użytkowników do korzystania z repozytoriów. Scholaris na przykład – mimo solidnego i trwałego finansowania – nie był przez lata w stanie wypracować spójnego modelu angażowania nauczycieli w tworzenie materiałów oraz nie stał się nawet w najmniejszym stopniu tak popularną i powszechnie używaną platformą jak NDLA. Teraz zatem cała nadzieja w “Cyfrowej Szkole”, która odsłoni wkrótce przed nami platformę do e-podręczników. Wyzwaniem dla tego projektu jest zatem to, że jest on zaawansowanym rozwiązaniem technologicznym bez wystarczającego wsparcia ze strony administracji oraz bez pomysłu na podtrzymywanie, rozwijanie i udoskonalanie tego projektu w przyszłości.

…a jak Belgowie?

A że na to trzeba czasu, pokazuje nam zespół prowadzący drugie fenomenalne (flamandzkie tym razem) repozytorium. KlasCement to publicznie opłacana platforma z darmowymi, otwartymi materiałami edukacyjnymi skupiająca 87,5 tys użytkowników korzystających z niemal 40 tys udostępnionych zasobów (gotowych lekcji, artykułów, aplikacji, stron internetowych, programów komputerowych, ćwiczeń, zdjęć i filmów). Ta platforma z kolei jest zgrywalizowana, co oznacza, że użytkownicy logując się na niej po raz pierwszy dostają 1000 punktów, które mogą “wydać” na przeglądanie materiałów. Jednak jak punktów robi się coraz mniej, system zachęca do dania czegoś od siebie – komentarza, zasobu, nawiązania kontaktu z innymi użytkownikami. W ten sposób punkty się “zarabia”. Repozytorium od ponad 15 lat opiekuje się zespół dbający o jakość zamieszczanych materiałów i opracowujący coraz to nowe strategie angażowania użytkowników. Wszystkim zasobom nadawane są ujednolicone metadane, sprawdzana jest ich jakość i legalność. Wszystkie są zamieszczone na wolnych licencjach. KlasCement ma także opracowane systemy włączania do swoich baz materiałów innych organizacji, z którymi nawiązują współpracę. Dzięki temu baza nieustannie powiększa się niezależnie od tego jak dużo wnoszą do niej użytkownicy.

W stronę publicznego repozytorium

Dwa kraje i dwa modele publicznie finansowanych repozytoriów otwartych materiałów edukacyjnych. Chociaż różnią się między sobą w szczegółach, to jednak kluczowe dla jednych i drugich jest to, jak budować społeczność nauczycieli wokół korzystania i tworzenia otwartych zasobów, jak ich angażować, zatrzymać na platformie i jak motywować do dzielenia się materiałami. Szczególnie KlasCement pokazuje swoim użytkownikom, że repozytorium należy do nich i jest ich dziełem.

Repozytorium otwartych zasobów edukacyjnych jest to pomysł, który także i nam chodzi coraz częściej po głowie. Jesteśmy bowiem przekonani, że pełne otwarcie publicznie finansowanych zasobów edukacyjnych oraz ich digitalizacja ma sens. A rozwój polskiej edukacji w tym kierunku, podnosi jakość materiałów edukacyjnych, uruchamiając potencjał i kreatywność nauczycieli oraz wzmacnia zaangażowanie uczniów w proces nauki. Unia Europejska już wyznacza te kierunki, a i Polska obrała raz ten kurs, który znalazł swój wyraz w realizacji programu “Cyfrowa Szkoła”. Teraz chodzi tylko o to, żeby nie spocząć na laurach, uczyć się z doświadczeń tych, którym się udało i konsekwentnie budować nowoczesną edukację.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Komentarz zostanie dodany po zatwierdzeniu przez administratora