Potrzebujemy określić normy korzystania z sieci – po debacie „Młodzi w sieci”

Brałem w środę udział w spotkaniu zorganizowanym przez Obserwatorium Młodych przy Fundacji Batorego, którego tematem byli „młodzi w sieci” – korzystanie z technologii cyfrowych przez młode pokolenia.

Zostałem poproszony, by powiedzieć o regulacji internetu w świetle zachowań i potrzeb młodych. Jednak moja główna teza brzmiała: regulacja nie wystarczy, choć jest niezbędna, by zapewnić ogólne ramy i ochronić prawa użytkowników. Oprócz tego, we wspomnianych ramach niezbędne są normy zachowań, a tych ciągle nie mamy. Jak pisał 20 lat temu Jacek Kuroń, zmiana technologiczna wpędziła nas w stan dzikości.

 

Trzy dziewczyny
Tytuł: Trzy dziewczyny
ccby
Autor: Joanna Tarkowska

Spotkanie zorganizował Michał Boni, a wśród prelegentów znaleźli się Anna Mierzyńska z OKO Press, Zuzanna Rudzińska-Bluszcz z biura RPO, Michał Kot z IQS, Jakub Turowski z Facebooka i prof. Jacek Pyżalski z UAM. Ta lista dobrze pokazuje wyzwania zorganizowania dyskusji o młodych i uwzględnienia ich jako więcej niż przedmiot rozmowy – tym razem na szczęście na warsztacie byli zaproszeni nastoletni uczniowie.

„Stan dzikości” to także sytuacja, w której nie mamy odpowiednich norm pojęciowych, by zrozumieć, co się dzieje. Przykład – badania typu „młodzi i media” operują podstawową kategorią czasu korzystania, która zupełnie nie ma sensu, bo korzystamy właściwie cały czas. Czy oglądając Youtube czy Netflixa, „korzystamy z internetu”? Co więcej, jestem przekonany, że istnieją duże różnice pokoleniowe – więc „starzy” badacze mogą mieć kłopot z opisaniem doświadczeń „młodych”. Szczególnie przez badania jakościowe.

Prof. Pyżalski (który zrealizował szereg badań o korzystaniu z internetu przez dzieci i młodzież, w tym niedawne badanie NASK „Pozytywny internet i jego młodzi twórcy”) pokazywał, że badania są do tego skrzywione, skupione na negatywnych aspektach korzystania z sieci. Kategoria „uzależnienia” jest chętnie uruchamiana (co sugeruje, że rozmawiając o młodych i internecie łatwo popadamy w panikę moralną). Brakuje nam wiedzy o pozytywnych doświadczeniach – pojawił się na przykład wątek masowych forów samopomocowych. Uczestniczą w nich setki tysięcy osób, a poza anegdotami nie umiemy nic o nich opowiedzieć.

 

Nie wiemy też w takim razie, jak wygląda kształtowanie pozytywnych norm, gdzie ich szukać i jakie środowiska sieciowe oferują dobre wzory. A ta wiedza jest nam bardzo potrzebna – jestem bowiem przekonany, że tak naprawdę musimy zdefiniować na nowo, czym jest dobra sfera publiczna. Świetnie to pokazała Zuzanna Rudnicka Bluszcz, prawniczka z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, która od roku walczy z patotreściami. Tylko niektóre z nich są nielegalne. W przypadku innych pytanie brzmi: czy to etyczne? Czy zgadzamy się na takie media? Patostreamerzy między innymi upijają się do nieprzytomności, uprawiają seks na żywo, demolują mieszkania lub biją się ze sobą.

W tym momencie musi się więc pojawić wątek edukacji. Piotr Toczyski już dawno temu opowiadał o patostreamerach jako osobach, w przypadku których zawiodła edukacja medialna. Jestem coraz bardziej przekonany, że wobec kryzysu systemu edukacji możemy liczyć tylko na anty-system edukacji, by zapewnić nam kompetencje medialne i zdolność krytycznego myślenia.

Firmy tworzące apki, producenci telefonów czy operatorzy mobilni powinni w większym stopniu wziąć odpowiedzialność za edukację użytkowników. Skoro spędzamy dziennie godziny w komórce, to staje się ona najlepszym kanałem dotarcia dla działań edukacyjnych. Tymczasem dziś, uruchamiając pierwszy raz komórkę lub aplikację, nie znajdujemy w niej jakiejkolwiek instrukcji korzystania, poza wyjaśnieniem obsługi technicznej urządzenia. Pora to zmienić.

Ostatni wątek, który mnie na spotkaniu zafascynował to algorytmy. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że pojawią się w dyskusji. Tymczasem w badaniach „Świat młodych” prowadzonych przez IQS okazało się, że ponad 40% nastolatków „wybiera random”, oglądając Youtube (a robią to wszyscy) – klikają więc w treści wyświetlające się na stronie głównej i  polegają na algorytmie, który dobiera im treści. Obecni na spotkaniu licealiści cytowali „Algorytm” Taco Hemingwaya i mówili: „wchodzimy do internetu w sumie nie wiedząc po co, licząc że internet, google, facebook nam to powie”. Mocne. To zresztą wątek w sam raz dla naszego raportu „AlgoPolska”, w którym eksplorujemy wpływ algorytmów, także w życiu codziennym. I dobry przykład zjawiska, które umyka badaczom i strategom cyfrowym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Komentarz zostanie dodany po zatwierdzeniu przez administratora